Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
480 postów 1309 komentarzy

Swiat Akwedukta

Akwedukt - Zyje dosc dlugo i staram sie mysleć. W życiu działam na wielu obszarach :-) Fizyka, sztuka inżynierska i logika - to podstawy myślenia racjonalnego. Ale również wiem sporo o duchowości. Bo przed nią przyszłość.

Wyobraź sobie, że biegniesz z drabiną lub deską trzymaną na plecach, za karkiem, za szyją w jej środku.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

To prymitywny model zderzenia TU-154 M z brzozą w Smoleńsku.

Mam drabinę lub deskę za szyją, na plecach. Ich długości po lewej i prawej są równe - tak jak mają skrzydła samolotu.

Zbiegam sobie z pewenj górki - więc mam prędkość poziomą i pionową - wynikającą ze spadku wysokości.

Załóżmy, że zawadzam lewą częścia drabiny (deski) w 1/3 jej długości po lewej stronie o drzewko. Tak jak było niby w Smoleńsku.

Uderzenie w po lewej stronie w to drzewko (niezależnie od tego czy zostało ścięte czy nie) powoduje:

1. Lecę na pysk do przodu - w kierunku biegu (lotu),

2. Obraca mną w lewo (moment siły).

Przykład jest prymitywny ale mam nadzieję prosty i łatwy do wyobrażenia sobie.

No to ja się pytam, jakim cudem w zapisach raportów MAK-u i Millera - nie widać zapisów tzw przeciążenia poziomego wynikającego z mojego "lecenia na pysk do przodu - tak jak jest po uderzeniu w każdą przeszkodę z przodu).?

Czemu nie zarejestrowano mojego skrętu - nagłego - w lewo - bo zadziała siła (od uderzenia w przeszkodę po lewej stronie, obracająca mnie w lewo na pewnym sporym ramieniu0 ? Czyli tzw przeciążenia kątowego (wynikającego z nagłego mojego obrotu w lewo) ?

Natomiast w raportach w/w widać duże skoki przeciążenia (przyśpieszenia) ale nie w kierunku poziomym a pionowym?

Czyli ja zbiegając z górki z drabiną lub deską dostałem raptem - "po niby zderzeniu z przeszkodą z lewej)" - kopa z dołu, potem z góry i ponownie ponownie z dołu.

To widać jasno w zapisach oficjalnych dokumentów rządowych - tak rosyjskich jak i polskich.

Jeśli ktoś może przypuszczać jakie są przyczyn tych "potężnych kopniaków" z dołu, potem z góry i ponownie z dołu - proszę o opinie.

Sorry, za prymitywizm tego posta. Chciałem, by rozumieli zapisy rejestratorów - nawet humaniści.

A przecież w składach obu w/w komisji byli ponoć "eksperci techniczni".

 

 Znam co nieco mechanikę, dynamikę, kinematykę, budowę samolotów, aerodynamikę oraz mechanikę lotu.

Przykład z życia:

Jechałem sobie w roku 1989 Fiatem 126 Bis, mając w przednim bagażniku kanister z 10 l paliwa. Jechałem dwupasmówką, prawym pasem. Zacząłem się gapić na prawo, bo wydawało mi się, że widzę żonę z dzieckiem przed hotelem asystenckim a miała być w innym miejscu u znajomych.

Kiedy odwróciłem głowę na wprost - zobaczyłem tylko ścianę. Uciekałem na lewo ale zahaczyłem prawą stroną autka ( w okolicach reflektora prawego) o potężny zderzak stojącego autobusu. To była nówka ale miała awarię.

Efekt? Zgodny z tym o czym piszę. Wbiłem ręce w kierownicę. Usztywniłem. Poleciałem na pysk do przodu, rączki mi się "złamały" - ocaliły mnie pasy bezpeiczeństwa. Auto gwałtownie walnęło w przód, hamowało na odcinku objętym niszczeniem jego struktury oraz obróciło się w prawo o 90 st i stanęlo na lewym pasie prostopadle mniej więcej swoją osią podłużną do osi podłużnej autobusu.

Przeżyłem, zapłaciłem mandat (chichot milicjantów - bo na babki się gapił) a auto na szczęście miało autocasco :-)

 

 

KOMENTARZE

  • Proszę się zlitować
    > Chciałem, by rozumieli zapisy rejestratorów - nawet humaniści.

    Po co? Bo mamy demokrację? Nie chce się panu rzygać? Jak się za bardzo chce dobrze, to potem wychodzi tak jak profesorowi Dakowskiemu (jeśli dobrze pamiętam, że to on podał taki kontrargument, jeśli nie, to przepraszam), który na propozycję chyba Millera z komisji, żeby sobie wyobrazić, co dzieje się z samochodem jak uderzy w drzewo zaproponował żeby porównać masę samochodu i samolotu. Profesor fizyki! Wg. takiej logiki, to to czy urwę lusterko zahaczając o płot miniwanem zależy od tego ile mam towaru na pace. Oto gdzie staczają się profesorowie fizyki, jak próbują przekonać motłoch, który i tak nic nie zrozumie.

    Zamiast robić sobie jaja lepiej poprosić profesora Biniędę o wykres siły oddziaływania brzozy na skrzydło w jego modelu, wygrzebać moment bezwładności tupolewa względem osi pionowej i policzyć jaki będzie przebieg przyspieszenia kątowego. Potem to scałkować po czasie jak trzeba i podać kąt obrotu. Intuicję w takich przypadkach to można sobie schować.
  • @Maciej H 20:46:36
    Brawo.
    To niech Pan scałkuje - chętnie zobaczę Pana wyniki.

    Pan chyba czegoś nie zrozumiał z mojego postu.
    On nie stoi w sprzeczności z wynikami pracy Pana Bieniendy.

    Wręcz przeciwnie.

    Próbuję wykazać absurdy wniosków Komisji Millera w oparciu o raport i załącznik.

    Brak totalny wiedzy wg raportu Millera i załączników w odniesieniu do fizyki.
  • @Akwedukt 20:55:51
    Ja nie twierdzę, że post stoi w sprzeczności. Ja twierdzę że próbuje się pan odwoływać do intuicji, co uważam za szkodliwe. Tu nie ma miejsca na wyobrażenia i na prymitywne (co sam Pan przyznał) modele.

    Ja nie wiem co wyjdzie i nie chcę się zdawać na intuicję. Jak wyjdzie, że samolot powinien się obrócić o 30 stopni (w co wątpię) to będzie jasne kto i jak łże. A jak się okaże, że całkowity impuls siły w porównaniu z momentem bezwładności jest taki, że samolot rozkręci się zaledwie do jakichś miliradianów na sekundę (o co mam podejrzenie), a większość energii rozejdzie się po skrzydle w postaci fali, to to wyjaśni brak zarejestrowanego przyspieszenia kątowego, ale jeszcze bardziej wzmocni zastrzeżenia co do przyspieszeń pionowych.
  • @Maciej H 20:46:36
    Jeśli dobrze pamiętam to prof Dakowski nigdy nie stosował takiego porównania. Zaproponował za to zmniejszenia masy samolotu do porównywalnej z samochodem i równoczesne proporcjonalne zmniejszenie średnicy brzozy.
  • Jeśli im się pomyliło ?
    Przy Nagrywaniu zamienili czujniki w osi X na Y, to by tak wyszło..
  • @wronski111 21:22:41
    Ok, możliwe, że dobrze nie zapamiętałem. Znalazłem teraz coś takiego

    http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=3949&Itemid=100

    Wydaje mi się, że na stronie profesora Dakowskiego widziałem jeszcze inny tekst, w którym profesor cytuje Millera i dodaje tylko swój komentarz w stylu "a jaka jest masa samolotu, a jaka samochodu?", ale może mam urojenia.

    Profesorowi fizyki nie wypada pisać i mówić takich rzeczy, jakie są w tekście, który zalinkowałem. Zniszczenia samolotu zależą przede wszytkim od konstrukcji elementu, który zderzy się z drzewem, a nie od całkowitej masy samolotu. Wg logiki zaprezentowanej przez profesora, jeśli przymocujemy na sztywno samochód osobowy do dwóch autobusów po obu stronach i taka konstrukcja uderzy środkiem (czyli tym samochodem) w drzewo to zniszczenia będą dużo mniejsze niż gdy samochód uderzy samodzielnie.
  • @Maciej H 22:31:46
    Znów pan pokręcił. Dakowski analizował zmianę kierunku lotu a nie rozpad samolotu.
  • @wronski111 23:42:41
    Cóż, nie szukałem definicji "efektu brzozy". Jeśli pokręciłem to nie tylko ja, bo porównanie mas dokonane przez pana profesora zostało przywołane przez pana Zaleskiego w odpowiedzi na słowa Millera:

    ”Co będzie z samochodem, który z prędkością 280 km wjedzie w drzewo, niech Pan to sobie wyobrazi”

    Pan profesor cytuje pana Zaleskiego bez żadnych zastrzeżeń ani komentarza na swojej stronie.

    Wg. ministra Szeremietiewa

    http://szeremietiew.nowyekran.pl/post/22882,minister-karmi-szympansa

    Słowa te (Millera) padają w następującym kontekście

    Jeden z dziennikarzy zapytał jak to możliwe aby brzoza mogła pozbawić samolot skrzydła. Minister Miller odparł: ”Co będzie z samochodem, który z prędkością 280 km wjedzie w drzewo, niech Pan to sobie wyobrazi”

    Jeśli zostałem wprowadzony w błąd, to przyjmuję to do wiadomości i przepraszam za powielanie nieprawdy. Nie byłem świadomy, że tkwiłem w błędzie.
  • @Maciej H 00:11:49
    http://dakowski.salon24.pl/249284,zeznania-swiadka-m-dakowskiego-dla-prokuratury-wojskowej
    Fragment
    Przyjmując, że pierwsza brzoza, z którą zetknął się Tu 154 (i którą podobno częściowo ściął końcem skrzydła) miała średnicę 2*R= 30 cm (tak wynika ze zdjęć), możemy porównać skutki takiego uderzenia ze skutkami (dla pasażerów) uderzenia modelowego samochodu o drzewko o średnicy r:
    r2= R2*p/P, czyli: 225/240 = ok. 1. d = 2*r = 2 cm
    Byłoby to więc szarpnięcie powodujące przyspieszenie δa podobne do tego, jakie odczuwa się przy zderzeniu samochodu z drzewkiem o średnicy 2 cm.
  • @wronski111 01:20:42
    Jeżeli jest to jedyny tekst pana profesora Dakowskiego odnoszący się do tego jak się ma masa samolotu do masy samochodu i co z tego wynika, to znaczy, że to pan Zaleski błędnie wnioskował na podstawie tekstu pana profesora. Podobnie wnioskował bloger rewident z salonu24

    Pan profesor zacytował oba wnioskowania na swojej stronie, szkoda, że bez komentarza.

    Ja po przeczytaniu pana Zaleskiego błędnie uznałem to wnioskowanie za wypowiedź pana profesora.

    Przepraszam.
  • @Maciej H 02:35:10
    Widocznie komuś zależało aby tak właśnie pan myślał.
    A wie pan, że referaty prof Dakowskiego i dr Przywary nie zostały dopuszczone do konferencji?

    http://dakowy.nowyekran.pl/post/76232,informacje-jakie-mozna-uzyskac-metodami-logiki-i-fizyki-o-zdarzeniu-smolenskim-10-4

    http://dakowy.nowyekran.pl/post/76568,nowa-swiecka-tradycja-nie-ma-innych-hipotez
  • @Maciej H 02:35:10
    Przy okazji, Czy może pan odnieść się do tekstu blogera A-tem
    http://atemcom.blogspot.com/2012/08/o-oszustach.html
    Fragment

    Twierdzę, że zespół ten nie ma w swoim składzie ani jednego członka, który rozumiałby fizykę na poziomie VI klasy szkoły podstawowej. Fakt, że zespół ten nie dysponuje ani jednym specjalistą, znającym się na awiacji, jest znany. Mniej znany jest fakt, że brak w tym zespole chociażby jednego, kto zasługuje na promocję do VII klasy.


    Wielkość samolotu Tupolew-154M w porównaniu do pobojowiska na polanie.


    Nadróbmy tę wiedzę na przykładzie posła Macierewicza, który mówi w wywiadzie o „wielkim bagnie i braku leja” jakie zaobserwował zespół na lotnisku "Północny". To dobrze że tak mówi, ale fakty nie kończą się wcale na tym autentycznym "bagnie" i na tym autentycznym "braku leja"; one obejmują cały teren, na którym świadkowie znaleźli porozrzucane szczątki. Teren ten mieści się w geometrycznym prostokącie o długości ok. 120m i szerokości ok. 30m. Zapamiętajmy długość tego terenu.

    Teraz przytoczę dwa równania ruchu, w uproszczonej postaci, jakich uczy się w podstawówce: s=at²/2 oraz v=at (równania te opisują w przybliżeniu ruch ze zmienną prędkością). Gdyby w Zespole Parlamentarnym był ktoś, kto by rozumiał wspomniane równania ruchu, to taki ktoś umiałby szefowi zespołu wyłożyć, że hamujący w błocie samolot miałby przy zetknięciu z ziemią prędkość początkową ok. 100m/s. Chodzi o samolot w całości, oraz o dowolne jego części. Skoro ten rzekomo "rozpadł się w powietrzu" — to zarówno kadłub jak i skrzydło, itd. miałyby wszystkie prędkość postępową przy zetknięciu z ziemią wynoszącą około 100m/s względem ziemi.

    Zespół twierdzi, że samolot ten był wcześniej dodatkowo rozpędzany (jak tłumaczył nam poseł Macierewicz "piloci próbowali odejść, a silniki pracowały pełnym ciągiem"). Czyli samolot się rozpędzał. Zapamiętajmy wskazaną prędkość przy zetknięciu z ziemią — ok. 100m/s. Ona by później malała w wyniku tarcia o podłoże, aż do zatrzymania rozpędzonego samolotu, oraz wszystkich jego części.

    W błocie nie da się hamować ostrzej, niż 4m/s²; czyli otrzymujemy czas hamowania wynoszący minimum 25s. Przebyta przy hamowaniu droga to minimum 1250m. Tymczasem szczątki „rozrzuciło” na drodze 120m – a to jest fizykalnie niemożliwe.
  • "Znaj proporcją, mocium panie"
    ..."biegniesz z drabiną lub deską"... i trafiasz na pojedyncza trzcinę o średnicy jednego centymetra.
  • @wronski111 08:57:58
    Ruski tupolew wyhamował na 200 metrach. Na szczęście był to gęsty las... Nasz nie miał tyle szczęścia i bagienko go rozkawałkowało na odcinku 120 metrów bez uszczerbku dla bagienka. Ruski przynajmniej skosił trochę lasu i dopiero wtedy się rozpadł. Na 3 części.
  • @wronski111 08:57:58
    Uważam, że ogólnie zastrzeżenia czy wątpliwości uzasadnione, natomiast teza, że wiedza z fizyki na poziomie podstawówki pozwala dowieść inscenizacji grubo przesadzona. Rozmiar pobojowiska jest faktycznie podejrzany, ale to na intuicję, której jak napisałem się boję. Nie wiem czy i jakie ślady były na ziemi po katastrofie. Tak wielki samolot na pewno nie może zatrzymać się w całości w miejscu przyziemienia, ale żeby ocenić czy to pobojowisko jest wiarygodne czy nie trzeba się z bliska przyjrzeć poszczególnym fragmentom i śladom jakie zostawiły na ziemi oraz jakie ślady noszą na sobie.

    Zaprezentowane obliczenia dotyczą następującego problemu

    Punkt materialny poruszający się z prędkością początkową v0 = 100 m/s w chwili t0 zaczyna hamować z opóźnieniem 4 m/s2 i porusza się ruchem jednostajnie opóźnionym aż do zatrzymania. Jaką drogę przebędzie ten punk od chwili rozpoczęcia hamowania do zatrzymania.

    i tyle.

    Jeśli samolot będąc wciąż w całości usiadł na brzuchu i ślizgał się po błocie, to faktycznie spodziewałbym się wieloset metrowego śladu na ziemi. Być może ze szczątkami porozrzucanymi na znacznym odcinku tego śladu na skutek oderwania się ich od całości i zarycia w ziemię przez co szczątki te wyhamowałyby o wiele szybciej niż główna część.

    Jeśli samolot rozpadł się w powietrzu to intuicja wysiada. Nie zgadnę jaką prędkość stracił jeszcze w powietrzu na skutek nagłej zmiany orientacji płata względem kierunku lotu i z jakim opóźnieniem hamował. Jeśli jakaś część kadłuba zaryła się w błoto niczym wielka rura rzucona jak oszczep, to delikatnie mówiąc obliczenia blogera A-tem nie bardzo do tego pasują.
  • @Maciej H 00:14:57
    Dziękuję bardzo. Niestety ze 100% pewnych danych mamy tylko te dane fizyczne . Dla mnie żaden ze świadków zdarzenia nie jest wiarygodny a to dlatego, że nikt DOSŁOWNIE NIKT przez pierwsze tygodnie po 10.04 nie kwestionował godziny rzekomej katastrofy.
    Pozdrawiam
  • @Maciej H 00:14:57
    Dziękuję za komentarz.

    Pisze Pan:

    "Uważam, że ogólnie zastrzeżenia czy wątpliwości uzasadnione, natomiast teza, że wiedza z fizyki na poziomie podstawówki pozwala dowieść inscenizacji grubo przesadzona. Rozmiar pobojowiska jest faktycznie podejrzany, ale to na intuicję, której jak napisałem się boję. Nie wiem czy i jakie ślady były na ziemi po katastrofie. Tak wielki samolot na pewno nie może zatrzymać się w całości w miejscu przyziemienia, ale żeby ocenić czy to pobojowisko jest wiarygodne czy nie trzeba się z bliska przyjrzeć poszczególnym fragmentom i śladom jakie zostawiły na ziemi oraz jakie ślady noszą na sobie."

    1. Wiedza z podstawówki jest zgodna z wiedzą wyższą. Aczkolwiek najczęściej stanowi jej jakiś część, tyle, że dotyczącą przypadku szczególnego. Fizyka punktu materialnego (w sumie teoretycznego), jest szczególnym przypadkiem wiedzy o wiele szerszej. Nie uwzględnia bowiem wielu innych istotnych uwarunkować, przyśpieszeń zmiennych itd, itd. Nie ma sensu tego potwierdzać, prawda?

    2. Pisze Pan:

    "Punkt materialny poruszający się z prędkością początkową v0 = 100 m/s w chwili t0 zaczyna hamować z opóźnieniem 4 m/s2 i porusza się ruchem jednostajnie opóźnionym aż do zatrzymania. Jaką drogę przebędzie ten punkt od chwili rozpoczęcia hamowania do zatrzymania."

    2.1 Nawet gdyby samolot lądował w pozycji "normalnej a nie odwróconej" - to pamiętajmy, że miał wypuszczone podwozie. Kołą zapadające się w bagnistym gruncie spowodowałyby zmienność przyśpieszenia hamowania.

    2.2 Wryłyby się w bagnisty grunt i musiały by bić tego wyraźne ślady - a ich brak.

    2.2 Gdyby samolot w ostatniej chwili schował podwozie - to również byłby widoczny wyraźny ślad "szorowania prawie 100 ton" po gruncie. To tylko hipotetyczna wzmianka - bo jak wiadomo podwozia nie schował.

    2.3 Wg raportów MAK-u jak i Millera - Tu-154 M spadał w pozycji odwróconej (kołami prawie do góry). Piszę prosto by każdy mógł to pojąć. Wtedy są również co najmniej 2 możliwości: wbija się w grunt kokpitem lub zahacza o grunt (miękki jak wiemy) usterzeniem poziomym ustawionym na pionowym. To tak, jakby to usterzenie zadziałało jak przysłowiowa "kotwica" - być może wskutek tego zaryłoby się w gruncie i oderwało od pozostałej części kadłuba. Może by jeszcze zrobiło parę "fikołków" i odleciało na jakąś odległość.

    2.4 Kolejny przypadek - Tu-154 M zahacza o grunt skrzydłem. Oczywiście lewym, tym krótszym. Musiałby w gruncie być widoczny ślad tego "zahaczenia".

    Nic o takich śladach nam nie wiadomo, nie widziałem dokumentacji np fotograficznej terenu, gdzie widać by było ślady "ślizgania się po runcie kadłuba, zahaczenia o grunt podwozia, czy usterzenia poziomego z pionowym - bądź skrzydła.

    A przecież takie ślady - udokumentowane przez ekspertów wiele by oznaczały i były baaaaaaaaardzo istotne - co do przebiegu katastrofy.

    Czy przypadkiem Rosjanie bardzo szybko zaczęli równać grunt w rejonie katastrofy? Kto tak robi? Tylko ktoś kto chce coś zatrzeć - ze śladów.

    Pozostaje jeszcze jeden przypadek. Rozpad Tu-154 M nad ziemią. To by wiele tłumaczyło ale.... Nawet wybuchy na pokładzie Tu-154 M nie oderwałyby wszystkich zapiętych w pasy pasażerów i załogę od foteli.
    Pisałem na ten temat na NE.

    Pozostaje okoliczność najstraszniejsza.

    Inscenizacja katastrofy.

    Normalny człowiek nie jest w stanie przyjąć takiej hipotezy.
    Ale tłumaczyłaby one w/w zastrzeżenia.

    1. Nigdy nie widziałem wywiadu z jakąkolwiek osobą zaangażowaną w odlot Tu-154 M. Mam tu na myśli tak obsługę wojskowego lotniska, mechaników np. dopuszczających samolot do lotu czy nawet go tankujących,

    2. Nie zdarzyło mi się słyszeć choćby jednego wywiadu czy protokołu z przesłuchania kogokolwiek z wieży – odprawiającej rządowy Tu-154 M do lotu.

    3. Nie zdarzyło mi się jak wyżej – doczekać się opinii ludzi wprowadzających pasażerów na pokład Tu-154. A przecież są jeszcze ludzie od odprawy lotniskowej, cateringu i pewnie wielu innych.

    A czemu? Zważywszy na „przypadkową” awarię monitoringu z kamer lotniska wojskowego oraz przypadkową awarię nagrań z wieży w Smoleńsku – budzi to ogromne wątpliwości co do przebiegu samej katastrofy jak i wyników „badań obu komisji”. Mało tego była również awaria w jeszcze jednym miejscu – o czym dowiadujemy się od ministra Radosława Sikorskiego.

    Tyle „przypadków naraz” – jest co najmniej okolicznością podejrzaną. Prawdopodobieństwo wystąpienia „przypadkowego” – bliskie zeru.

    Nie podważam w tym poście wyników badań oraz opinii Panów prof. Nowaczyka, Bieniendy, Szuladzińskiego i wielu innych „wolnych ekspertów”. Bazowali oni jak i ja w wielu moich analizach, na oficjalnych danych, tych z zapisów rejestratorów jak i ze stenogramów rozmów w kokpicie załogi – odczytanych najpierw w Moskwie ( z oskarżeniami polskich pilotów oraz gen. Błasika).

    Z wytkniętych przez nich na bazie tych zapisów wielu błędów, zarówno natury fizycznej jak i technicznej – okazuje się, że całość oficjalnego przedstawienia przebiegu katastrofy w Smoleńsku – nie klei się ani logicznie ani technicznie ani fizycznie.

    Nie zajmowali się oni badaniem okoliczności przedstawionych przeze mnie w powyższych punktach od 1 do 3. Po prostu brakuje takiej informacji – dostępnej wszystkim Polakom.

    Nie jest możliwe, żeby pasażerowie TU-154 M zostali porwani przed odlotem. Ktoś z rodzin najpewniej podwoził ich wczesną porą ranną 10 kwietnia 2010 na lotnisko.

    A więc wtedy jeszcze żyli. Zostali poprowadzeni do hali odlotów, sprawdzono pewnie ich bagaże i dokumenty – i skierowano do „właściwego gatu – bramki”. Tam ich zgromadzono. I co działo się dalej? Tego nie wiemy.

    Ale załóżmy hipotetycznie, że odlecieli innym samolotem i z tego powodu wysiadł monitoring na wojskowym lotnisku Okęcie.

    Również możemy hipotetycznie założyć, że odlecieli właściwym Tu-154 M – tylko gdzie wylądowali i co zrobiono z załogą i pasażerami?

    Trudne pytanie, bowiem lot każdego samolotu jest monitorowany przez wieże lotów – tych z miejsca startu jak i z tych prowadzących ich w trakcie lotu.

    A więc w wielu krajach na trasie przelotu. Ale może odlecieli w innym kierunku? Kto wtedy by pilotował Tu-154 M?

    Może odlecieli w innym kierunku – nie wzbudzającym wątpliwości, by w locie okrężnym dotrzeć blisko miejsca katastrofy? ?

    Czy tego typu akcja byłaby możliwa bez współpracy polskich i rosyjskich służb specjalnych?

    NIE.

    Pomijając służby specjalne, jestem pewien, że gdyby taka akcja miała (hipotetycznie) miejsce – to muszą być w Polsce (nie wspomnę o Rosji) ludzie, którzy taką wiedzę mają. I jeśli tak jest – to naród polski, cała Polska – im tego nigdy nie wybaczą.
  • @Akwedukt 15:38:24
    http://niepoprawni.pl/blog/3509/wspominanie-delegacji-tu-154-ostatnie-chwile-godziny-dni
    Fragment
    Poseł Zbigniew Kozak zadaje następujące pytania:
    Panie ministrze, ja mam trzy pytania.
    Pierwsze, to jest, kto odprowadzał pana
    prezydenta na lotnisko?
    Drugie, kto widział wylot samolotu z pasażerami, czy to
    jest jakoś utrwalone? No i trzecie, czy jakieś służby, nie wiem, SKW śledziły w
    ogóle lot tego samolotu? I kto odpowiadał za bezpieczeństwo tego lotu i czy są
    na to jakieś dokumenty? Dziękuję bardzo.
    (Pół roku później i unikalna i elitarna wiedza, która objawić ma minister Sasin. Ale oddajmy już głos panu ministrowi aby odpowiedział posłowi Kozakowi:)


    Na wszystkie pytania uczciwie powinienem powiedzieć,
    NIE WIEM.

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930